poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Jak nie robić transformacji IP, czyli czas na pierwsze wnioski

Piszę te słowa znajdując się w kraju jakby z innej bajki.

Nie chodzi o to, że czyste i nowoczesne pociągi jeżdżą co do minuty. Nie robi na mnie wrażenia, że podatki są niskie i duża część i tak wysokich zarobków zostaje w kieszeni. Największy szok dla mnie to odkrycie, że telefon i internet w tym kraju mieć w praktyce „za darmo”. Wystarczy wykazać się cwaniactwem i „sprytem”, by dzwonić i surfować na koszt operatora!

Otóż każda, nawet najdrobniejsza reklamacja – a to telefon nie działał przez pięć minut w zeszłym tygodniu, a to set-top box zawiesza się na 10 sekund raz na trzy tygodnie – spotyka się nie tylko z natychmiastową reakcją, ale także sowitym zadośćuczynieniem. Na przykład w postaci darmowego abonamentu na najbliższy miesiąc!

Czas już wyjaśnić, że znajduję się właśnie w Szwajcarii. Poprzedni wpis zakończyłem słowami, że opracowanie dobrego i kompletnego Biznes Planu to nie tylko dobry początek, to kamień milowy na drodze do udanej Transformacji IP. Okazuje się, że tutejszy operator rozumie to doskonale przygotowując z wieloletnim wyprzedzeniem różne i liczne scenariusze biznesowo-techniczne dotyczące sposobu ewolucji i migracji swojej sieci i w ogóle wszystkich aspektów swojego działania na rynku.

Zanim podzielę się jednak z Wami doświadczeniem i wskazówkami, jak to robią inni, zacznijmy od refleksji natury ogólnej. Jakie powody biznesowe usprawiedliwiają Transformację IP?

Po pierwszych latach przygotowań i realizacji projektów transformacji okazało się, że spośród wielu, trzy okazują się być najważniejsze:

1. Osiągnięcie korzyści operacyjnych, poprzez oszczędności:
  • Bezpośrednie, wynikające z konsolidacji i unowocześnienia sieci oraz bardziej efektywnego świadczenia dotychczasowych usług;
  • Pośrednie, będące efektem restrukturyzacji biznesu (w tym m.in. realizowanych procesów operacyjnych, optymalizacji zatrudnienia w obszarach niezwiązanych bezpośrednio z siecią itp.);
2. Osiągnięcie nowych przychodów z usług wykorzystujących nową infrastrukturę i niemożliwych do oferowania w ekonomiczny sposób bez wdrożenia transformacji;

3. Strategiczna zmiana modelu działania firmy, narzucona przez jej kierownictwo, a związana z próbą sprostania istniejącym problemom i wyzwaniom - takim, jak spadający udział w rynku, dynamiczny wzrost konkurencji i niezadowolenie dotychczasowych klientów.

Niezależnie od tego, jaki jest powód transformacji, konieczne jest oszacowanie jej kosztów i zbilansowanie ich z oczekiwanymi korzyściami, spodziewanymi w założonym czasie. Operatorzy, nawet, jeżeli zdają sobie sprawę, jak złożone jest to zadanie, nie zawsze wiedzą, jak należycie się do niego zabrać.

Oto dwa skrajne przypadki – dla potrzeb mojej analizy przyznaję, że trochę przerysowane:

1. Zbytnie skupienie się na analizie i modelowaniu biznesowym

Jest wiele firm konsultingowych na rynku, które za godziwą opłatą wyprodukują tysiące stron dokumentów, przedstawią setki analiz i opracowań, przygotują firmę na wszelkie możliwe scenariusze transformacji biznesu...

...a techniką zajmą się ludzie z Departamentu Sieci, ewentualnie dołączą do nich „ci od systemów IT” - o ile nie zostali ostatnio „zrestrukturyzowani” lub nie odeszli na pomostową emeryturę.

Zbyt często rzetelnej analizy technicznej, będącej wsparciem dla modelu biznesowego.
Wątek ten bywa traktowany po macoszemu, często przy wykorzystaniu doświadczeń własnych operatorów, sprowadzających się do tego, co pamięta "pan Józek", albo co zapisał w swoim zeszycie "pan Stefan". Nie jest wyjątkiem, że brakuje wiedzy na temat „starych” technologii, zasobów sieci i jej topologii, posiadane dane nie są spójne i wiarygodne, bazy danych są niekompletne itp.

Z drugiej strony, wymagania techniczne, jakie narzuca proces transformacji, mogą się istotnie różnić od tych, które wynikają z bieżącej eksploatacji sieci, a tej wiedzy po prostu w firmie brakuje!

To wszystko znacznie podnosi ryzyko i koszty transformacji i stanowić może poważne źródło problemów.

2. Zbytnie skupienie się na technice

Firmy telekomunikacyjne historycznie koncentrowały się na technice. Niektóre z nich dopiero stosunkowo niedawno utworzyły działy marketingu, w innych, absolwenci Marketingu i Zarządzania, ewentualnie specjaliści od marketingu konsumenckiego (pozycjonowanie margaryny na półkach supermarketów) zajęli się usługami telekomunikacyjnymi.

W tej sytuacji, transformacja = transformacja sieci, a skoro tak, to jest to przecież zadanie dla techników!

Jakże często ich analizy i plany konstruowane są w oderwaniu od realiów rynkowych i trendów biznesowych, przy braku współpracy, a niekiedy wręcz w konflikcie z działem marketingu.


Dobry Biznes Plan dla transformacji wymaga wyjścia poza te skrajności. Problem polega jednak na tym, że konsultanci skupiający się na biznesie nie rozumieją w niezbędnym stopniu zależności technicznych, a ludzie techniczni nie znają się wystarczająco dobrze na biznesie. Zarówno jedni, jak i drudzy natomiast, nie mają wystarczającego doświadczenia, by właściwie rozpoznać i oszacować realne, złożone koszty transformacji - w efekcie są one albo bardzo zaniżone, albo dość wyraźnie przeszacowane.

Jest jeszcze jeden problem, z którym mamy powszechnie do czynienia.

W swoim ostatnim raporcie, Gartner przewiduje prawdziwą katastrofę twierdząc, że w przypadku aż 80% operatorów, zainicjowane przez nich programy transformacji zakończą się do roku 2013 niepowodzeniem! Spośród tej grupy, 50% to ci, którzy koncentrują się wyłącznie na ograniczaniu kosztów, jako jedynym sposobie radzenia sobie na zmieniającym się dynamicznie rynku!


Możemy więc pokusić się o sformułowanie pierwszych, niezwykle ważnych wniosków:

1. Opracowując plan biznesowy dla transformacji, należy znaleźć właściwy balans pomiędzy analizą biznesowo-finansową a analizą techniczną.

Oba te obszary, zwłaszcza w telekomunikacji, są nierozerwalnie ze sobą połączone. Branża telekomunikacyjna należy do tych, gdzie analiza techniczna, jako podbudowa i wkład do modelowania biznesowego, jest szczególnie ważna. Nie może jednak opierać się ona wyłącznie na doświadczeniach wynikających z bieżącego utrzymania i zarządzania siecią – wyzwania stojące przed operatorami są zwykle inne i specyficzne dla okresu transformacji, niespotykane w czasie normalnej eksploatacji.

2. Transformacja to znacznie więcej, niż sposób na ograniczanie kosztów.

Powinna być ona postrzegana raczej, jako środek do świadczenia nowych, atrakcyjnych usług, a także tych już istniejących, – ale w nowy, bardziej ekonomiczny i finansowo zbilansowany sposób.

piątek, 7 stycznia 2011

JAK NIE ROBIĆ TRANSFORMACJI IP, CZYLI KRÓTKA HISTORIA NOWOCZESNEJ TELEKOMUNIKACJI

Po dłuższej przerwie, mam noworoczne postanowienie, aby ożywić tego bloga.
Nie obiecuję regularnych wpisów, ale postaram się poprawić i od czasu do czasu zamieszczać tutaj coś - mam nadzieję - interesującego.
Zapraszam!
-------------------------------------------------------------

„IP Transformation”, czyli „Transformacja IP” to modny ostatnio termin w telekomunikacji. Koniec roku skłania do remanentów i refleksji nad czasem, który mija tak szybko… Zanim spojrzymy w przyszłość, zastanówmy się jakie błędy z Transformacją IP popełniliśmy w przeszłości, a może uda się wyciągnąć jakieś przydatne wnioski?

Oto subiektywna, krótka historia błędów i wypaczeń nowoczesnej telekomunikacji.

1. Brak Transformacji IP: okres dobrobytu i pozornej stabilizacji, 1995 – 2001

Pojawienie się w połowie lat dziewięćdziesiątych pierwszej przeglądarki internetowej (Netscape), systemu operacyjnego Windows 95, języka programowania Java oraz powstanie firmy i przeglądarki Google (koniec 1998) zapoczątkowało rewolucję internetową. Choć znaczenie tych wydarzeń doceniamy w pełni dopiero po latach, już wtedy znaleźli się tacy, którzy docenili potencjał Internetu, dzięki czemu ich rachunki bankowe pękają dziś w szwach.

Był to także złoty wiek tradycyjnych operatorów telekomunikacyjnych i większości dostawców. Korzyści wynikające z istniejącego Status Quo spowodowały brak motywacji większości Operatorów do poszukiwania nowych, innowacyjnych, a przez to zbyt ryzykownych – jak to wówczas tłumaczono – rozwiązań. Dowodem na to sa choćby losy rewolucyjnego na tamte czasy (1997) projektu „Lucent Softswitch” firmy Lucent Technologies (obecnie Alcatel-Lucent), który wyprzedził swój czas i mimo bardzo innowacyjnych rozwiązań nie spotkał się wówczas z szerszym zainteresowaniem klientów.

2. Koncentracja wyłącznie na redukcji kosztów operacyjnych, 2001 - 2005

Rozwój aplikacji, a zwłaszcza operatorów internetowych (Skype, Google i inni) boleśnie uświadomił wielu tradycyjnym operatorom telekomunikacyjnym, jak kosztowna i droga jest ich sieć – a przy tym jak mało przystosowana do dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości.

Pęknięcie bańki internetowej na początku naszego wieku wymusiło dramatyczne poszukiwanie oszczędności, a Transformacja IP jawiła się jako okazja do znacznego zredukowania kosztów operacyjnych. Pierwsze programy transformacyjne (często wyłącznie jeszcze na papierze) skupiały się w naturalny sposób właśnie na tym.

Szybko okazało się jednak, że plany oparte wyłącznie na redukcji kosztów operacyjnych OPEX (OPerational EXpenses) nie znajdują uzasadnienia biznesowego – inwestycje niezbędne w transformację IP przewyższają przewidywany zysk z ograniczenia OPEX.

Dziś wiemy już, że Transformacja IP to znacznie więcej, niż redukcja kosztów operacyjnych. To także poszukiwanie nowych źródeł przychodu ze świadczenia innowacyjnych usług opartych na technice IP, a coraz częściej to także strategiczna konieczność, to „być – albo nie być” operatora na rynku.

3. Za dużo techniki, za mało biznesu, 2005 - 2007

Dynamiczny rozwój Internetu spowodował gwałtowne poszukiwanie rozwiązań i próbę dogonienia uciekającego czasu. W 2002 roku pojawiła się koncepcja sieci IMS (IP Multimedia Subsystem) zdefiniowana poprzez zajmującą się dotychczas sieciami GSM grupę standaryzacyjną 3GPP. Dopiero w 2003 obudziły się europejskie grupy standaryzacyjne tworząc projekt TISPAN (Telecoms & Internet converged Services & Protocols for Advanced Networks) mający na celu m.in. standaryzację sposobu współpracy tradycyjnych sieci i usług telekomunikacyjnych z sieciami IP.

Położono duży nacisk na technikę, zapominając o biznesie.

Zaczęto wdrażać nowe rozwiązania bez skutecznego pomysłu na to, jak je w pełni wykorzystać, by na tym dobrze zarobić. Pojawiły się pierwsze sieci IMS, jako rozwiązania nakładkowe („overlay”) na istniejące, tradycyjne sieci TDM. Ich wdrażanie okazało się bardziej skomplikowane, niż sądzono. Przypominam sobie pewną międzynarodową konferencję branżową w 2004 roku, na której podałem bardzo ostrożne (i znacznie różniące się w ocenie od większości pozostałych prelegentów) szacunki dotyczące dynamiki wzrostu sieci NGN/IMS. Spodziewałem się wówczas, że „przełączenie zwrotnicy” (więcej abonentów w sieci IMS niż w sieci TDM) nastąpi po roku 2010 i zaliczany byłem do grona niepoprawnych pesymistów!

A jednak nietrudno było być pesymistą. Standardy były jeszcze niedopracowane, a klienci oczekiwali nie tyle nowych usług, ile tego, by te istniejące działały na nowej platformie jak należy – i dokładnie tak samo. Pojawił się więc problem z „przezroczystością” usług, czyli ich dokładnym odwzorowaniem w nowych sieciach IP/IMS. Stanowiło to istotną przeszkodę w technicznym migrowaniu abonentów, co z kolei prowadziło do dodatkowych kosztów: rozwijające się inwestycje w sieci nowej generacji nie skutkowały zasadniczo „kurczeniem się” sieci tradycyjnych. Zamiast tego, następował coraz szybszy odpływ abonentów stacjonarnych do sieci komórkowych, zaczęto także coraz szerzej wykorzystywać bezpłatną telefonię internetową.

Wszystko to coraz bardziej pogarszało sytuację operatorów, niektóre sztandarowe projekty (na przykład prowadzone przez BT w Wielkiej Brytanii lub KPN w Holandii) zostały przyhamowane lub wręcz zamrożone.

4. Konsolidacja zamiast migracji, 2007 - 2009

Po okresie niepewności nastąpiło nowe otwarcie, napędzane głównie przez rozwój technologii komórkowych czwartej generacji (LTE) oraz rozwój technik transmisji danych i dostępu szerokopasmowego.

Redukcja kosztów operacyjnych nadal zajmowała zasadnicze miejsce w planach biznesowych operatorów, teraz jednak coraz częściej w nowym zupełnie wymiarze.

Zwrócono uwagę, że wśród kosztów operacyjnych związanych z utrzymaniem sieci, aż 60 – 80% stanowią koszty związane z budynkami („real estate”), ich utrzymaniem oraz utrzymaniem sprzętu telekomunikacyjnego znajdującego się w nim (w tym np. koszty zasilania i klimatyzacji).

Nowoczesne techniki transmisyjne i dostępowe, w tym zwłaszcza światłowodowe, pozwoliły na inne niż do tej pory projektowanie sieci i wynoszenie coraz większej ilości urządzeń i sprzętu aktywnego poza budynki. Instalowanie obiektów i szaf zewnątrzbudynkowych wiązało się ponadto z optymalizacją sieci dostępowej, długości pętli abonenckiej oraz możliwością świadczenia nowoczesnych usług, w tym bardzo szybkiego dostępu do internetu, telefonii IP oraz usług wideo i TV wysokiej rozdzielczości. Oszczędnościom operacyjnym OPEX zaczęły więc towarzyszyć nowe usługi, choć na razie ograniczały się one w większości do zapewnienia większych „rur komunikacyjnych” do internetu i do aplikacji zapewnianych w większości przez dynamicznie rozwijających się operatorów internetowych (tzw. OTT – Over The Top players).

Dojrzały też standardy – przynajmniej na tyle, aby zacząć na serio myśleć o migrowaniu abonentów i „zamykaniu” drogich w utrzymaniu i niewydolnych sieci starej generacji.

Tymczasem jednak, zamiast migracji pojawił się w większości przypadków trend „konsolidacji”. Istniejące sieci kurczą się w sposób naturalny – abonenci wybierają inne, nowocześniejsze rozwiązania. Pojawiła się zatem uzasadniona pokusa, by koszty operacyjne ograniczać poprzez konsolidację sprzętu. W wielu jednak przypadkach projekty konsolidacyjne, zamiast charakteru taktycznego i doraźnego, stały się sednem działania operatorów. Konsolidacja, zamiast uzupełnić program Transformacji IP i stanowić skoordynowany wstęp do niego, stała się działaniem niezależnym, niekiedy wręcz odsuwającym na dalszy plan projekty szersze projekty transformacyjne.

W efekcie tego, pewne realne korzyści wynikające choćby z mniejszego zużycia energii lub koncentracji miejsca zniwelowane zostały w dużej mierze przez dodatkowe koszty związane z kolejnym koniecznym prędzej czy później etapem – migracją i wyłączaniem sieci starej generacji.

Okazuje się, że wiele działań konsolidacyjnych możnaby znakomicie uzupełnić dobrze zaplanowanymi projektami migracyjnymi tak, by szukać synergii i znacznie skuteczniej ograniczać koszty.

5. Migracja zamiast Transformacji, 2009 - 2010

Wreszcie, gdzieś w połowie zeszłego roku, pojawiło się wiele projektów migracyjnych różnego rodzaju, tych małych, ale też tych wielkich.

Już pierwsze doświadczenia pokazują, że aby osiągnąć sukces biznesowy, migracja sieci stać się musi tylko jednym z elementów – niekoniecznie najważniejszym – kompleksowego programu Transformacji IP.

Zauważyłem, że angielski termin „IP Transformation” tłumaczony jest często na język polski jako „Transformacja Sieci IP”. Uważam to za błąd. Nie ma bowiem skutecznej transformacji bez zmiany modelu i sposobu działania całej firmy, całego biznesu. Migracja sieci, to jak wymiana silnika w samochodzie. Co z tego, że silnik mocny, ekonomiczny i nowoczesny, jeśli karoseria ta sama, a i mentalność kierowcy nie pozwala mu znaleźć się w nowej rzeczywistości!

Zbyt często termin „migracja” jest trywializowany i sprowadzany do banalnego procesu przełączenia kabla z urządzenia A na urządzenie B.

Nawet jednak Ci, którzy rozumieją techniczną złożoność procesu migracji (w warstwie fizycznej, danych, usług itp.) zdają się zapominać albo bagatelizować znaczenie innych czynników krytycznych dla powodzenia migracji rozumianej jako elementu procesu transformacji.

6. IP Transformacja, 2011 - ?

Mam nadzieję, że rok 2011 będzie nareszcie Rokiem Transformacji - standardy dopracowane, problemy „na styku” (interworking) rozwiązane, pozytywne Biznes Plany napisane…..

Zapewne nie będzie tak różowo, ale – nauczeni wieloletnim doświadczeniem – zaczniemy wreszcie porządkować i organizować to, co powinno być uporządkowane i zorganizowane już dawno – proces Transformacji IP!

Nie jest to zadanie łatwe, ale za to bardzo ciekawe – dotyka bowiem wielu obszarów działalności operatora, wymaga dalekowzroczności (planowanie poza horyzont najbliższego kwartału czy nawet roku) i odwagi w podejmowaniu trudnych czasem decyzji. Przydałby się też sprawdzony partner, służący radą i doświadczeniem…..

Skoro wiemy już, jakie popełniliśmy błędy i czego nie robić, to może warto podpowiedzieć choć z grubsza, jak ROBIĆ transformację IP?

Zacznijmy od tego co najważniejsze – opracowanie dobrego i kompletnego Biznes Planu dla IP Transformation. Więcej na ten temat w następnym wpisie.

sobota, 20 marca 2010

Problemy T-Mobile: jakie wnioski?

Witam po dłuższej przerwie, spowodowanej nawałem codziennej pracy i po prostu brakiem czasu...
A praca ta dotyczy głównie projektów związanych z transformacją sieci telekomunikacyjnych i systemów różnego rodzaju do infrastruktury opartej o protokół IP - hasłowo "Transformacja IP".

Jak wspomniałem poprzednio, zajmując się wróżbami na 2010, rok 2010 będzie pracowity dla konsultantów (takich jak ja ;-), firmy bowiem coraz mocniej zastanawiają się, co robić ze swoją dotychczasową infrastrukturą sieciową i usługową, by nie stała się ona obciążeniem, a raczej narzędziem w walce rynkowej o coraz bardziej wymagającego klienta.

Nie sądzę jednak, że będzie to rok przełomowy - wiele zapytań, konsultacji, mini-projektów i pilotaży, słowem - sporo pracy ale uzysk raczej niewielki. Dla konsultanta i jego firmy to dość frustrująca perspektywa, ale jak nie zasiejesz, to nie zbierzesz...

Są jednak operatorzy, które zaspały w blokach startowych i przekombinowały w swoich biznesowych kalkulacjach.

Przykładem z ostatnich dni jest operator komórkowy w USA, należący do Deutsche Telecom, T-Mobile. Tak się przypadkowo składa, że całkiem niedawno wspominałem o tej firmie jako przykład agresywnej strategii biznesowej polegającej na całkowitym zaprzestaniu oferowania telefonii stacjonarnej.

Mobilni górą!

Jak się jednak okazuje, nowatorskie pomysły biznesowe bez skorelowania ich z inwestycjami w transformację sieci telekomunikacyjnej to gotowy przepis na porażkę.

Jak podaje prasa , T-Mobile wpadł w poważne tarapaty, bowiem jego sieć nie była przygotowana na przyjęcie całego generowanego ruchu komórkowego, zwłaszcza w związku ze zmieniającym się PROFILEM tego ruchu.

Coraz częściej bowiem komórki wykorzystywane są nie tylko do telefonowania i SMS-owania, ale także do mobilnego internetu, ściągania piosenek, dzwonków, innych danych. Prawdziwą rewolucję zapoczątkował iPhone, który zmienił całkowicie spojrzenie na komórkę, jako na "mobilny aparat telefoniczny", stając się w istocie mobilnym urządzeniem multimedialnym.

Wprowadzenie przez operatorów do swej oferty gadżetów typu iPhone wiąże się na pewno z sukcesem medialnym ale niesie za sobą poważne ryzyko - o ile nie będzie temu towarzyszyła transformacja sieci dostępowej i szkieletowej, z migracja jej na protokół IP z interfejsami o wysokich przepływnościach. Nie chodzi tylko o wyposażenie istniejących systemów w interfejsy IP, ale także reorganizację całej sieci, sposobu transmisji od stacji bazowych do systemów centralnych sterująco-zarządzających (tzw. IP backhaul) itp.

Przekonało się o tym na własnej skórze AT&T, które wprowadziło na zasadzie wyłączności w USA IPhone-a do swej oferty, w wyniku czego wkrótce sieć "zatkała się" - w wielu miastach wystąpiły przeciążenia skutkujące niezadowoleniem, a nawet odchodzeniem klientów do konkurencji.

Z tego płyną ważne wnioski również dla naszych operatorów - komórkowych i nie tylko: wprowadzenie nowych rozwiązań biznesowych i nowa oferta usługowa pociągać może za sobą daleko idące konsekwencje techniczne. Procesy transformacji sieci do IP zajmują lata, dlatego najwyższa już pora, by zacząć myśleć o nich na serio, jeśli chcemy, by nasz dzisiejszy sukces komercyjny i medialny nie zamienił się wkrótce w wielkie fiasko.

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Co nam przyniesie 2010 - ciąg dalszy

Poprzednim razem spoglądaliśmy w kryształową kulę, by spróbować przewidzieć, co przyniesie nam nowy, 2010 rok.

Temat nie został wyczerpany, oto zatem ciąg dalszy wpisu "Telekomunikacyjne wróżby na 2010".


POWSZECHNE I PRAKTYCZNE WYKORZYSTANIE INTERNETU

Według badania Harris Interactive, rośnie "praktyczne" wykorzystanie Internetu - a ma to związek z recesją.
Dorośli Internauci (w USA) spędzają - wg badania - 13 godzin tygodniowo on-line. Sądzę, że gdyby podobne badania zrobić w Polsce, trend wzrostowy byłby również zauważalny.

Spodziewam się, że w 2010 będzie rosło wykorzystanie Internetu dla załatwiania spraw "praktycznych" - a nie tylko dla rozrywki.

Skoro rośnie liczba komputerów w gospodarstwach domowych, zmniejsza się skala "wykluczenia cyfrowego" (czemu sprzyjać mają niektóre programy unijne), skoro coraz więcej z tych komputerów jest "on-line", bo łącza internetowe są relatywnie coraz szybsze i tańsze (choć w Polsce nadal za wolne i nadal za drogie) to dlaczego by nie wykorzystać tego wszystkiego na przykład po to, by zaoszczędzić gdzie indziej.

W 2010 rosnąć będzie znaczenie handlu on-line, popularność serwisów typu Allegro.pl czy sklepów internetowych. Sprzyjać będzie temu wzrost zaufania i bezpieczeństwa transakcji, rankingi popularności, opinie innych internautów, dynamiczna wymiana informacji i inne tego typu "narzędzia Web2.0" oraz coraz większa i ciekawsza oferta specjalistycznych serwisów internetowych.

Będzie pojawiać się coraz więcej wartościowych treści (np. jak ten blog :-) zupełnie bezpłatnie. Po co więc kupować gazetę, gdy można przeczytać ją w Internecie? Po co oglądać TV lub inwestować w kanały satelitarne, gdy obejrzymy prawie wszystko w portalu YouTube lub innym, podobnym?

Coraz więcej mówi się też i pisze o załatwianiu spraw urzędowych przez Internet, bez konieczności stosowania uciążliwego podpisu cyfrowego.

Dodatkowo, operatorzy i dostawcy usług internetowych wychodzą z coraz to nową ofertą. Coraz popularniejsza (i jeszcze prostsza w użyciu) stanie się (wideo) -telefonia internetowa, pojawia się nowe, internetowe usługi multimedialne (patrz też poniżej).

Wszystko to sprawi, że Internet coraz bardziej wykorzystywany będzie nie tylko, jako narzędzie rozrywki, ale także do pracy, zakupów i załatwiania innych codziennych spraw.

Sądzę, że w 2010 proces ten nie nabierze jeszcze przyspieszenia, ale trend będzie zauważalny.


GOOGLE, SKYPE I INNI - NOWE MOŻLIWOŚCI, NOWE SZANSE

SKYPE i Avaya, czołowy dostawca rozwiązań dla przedsiębiorstw, bliscy są podpisania porozumienia.

Jest jeszcze sporo problemów do rozwiązania (np. oprogramowanie SKYPE jest dość hermetyczne i nie dostosowane do budowania własnych "nakładek", nie obsługuje SIP-a itp.) ale intencje są jasne - gigant telefonii internetowej, skupiający się do tej pory głównie na użytkownikach indywidualnych, ma zamiar mocno wejść w internetową telefonię biznesową.

Pojawiać zaczną się usługi telewizji i generalnie "multimedialnej" łączności internetowej bez konieczności korzystania z komputerów czy set-top boxów: wystarczy podpięcie się bezpośrednio do internetu z dowolnym urządzeniem domowym (serwer domowy nowej generacji, konsola gier, odtwarzacz Blu-ray, telewizor, lodówka, telefon komórkowy - cokolwiek). Z inicjatywą tego typu wystąpił DivX, więcej szczegółów - TUTAJ.

Czy to oznacza śmierć IPTV? Anteny satelitarne tracą rację bytu?
Nie. JESZCZE nie. Ale 2010 może nas zaskoczyć interesującymi ciekawostkami w tej dziedzinie. Również w odniesieniu do internetowych rozwiązań dla biznesu.


INTERNETOWA CHMURA? POCZEKAMY...

Jednym z interesujących i bardzo innowacyjnych pomysłów na wspomniane wyżej internetowe rozwiązania dla biznesu jest tzw. "Cloud Computing".

Mimo, że koncepcja ma wsparcie takich gigantów, jak Microsoft, IBM, czy GOOGLE, temat jest w powijakach i - moum zdaniem - w 2010 nie wyjdzie na prostą.

Chodzi na przykład o standardy (nie wiadomo, jak poszczególne "chmury" miałyby łączyć się i współdziałać ze sobą), niewiele wiadomo o zasadach "przenośności danych" z jednej chmury do drugiej (zarówno technicznych, jak i np. prawnych), istotna jest kwestia zagwarantowania z jednej strony pełnego bezpieczeństwa danych w "chmurze", a z drugiej strony łatwego i nieskrępowanego dostępu do danych przez tych, którzy są do tego uprawnieni.

Technologia, prawo, bezpieczeństwo, transparentność, a także organizacja poszczególnych "chmur" i zarządzanie nimi - z punktu widzenia spójności przedsiębiorstwa i realizowanych zadań - to główne przeszkody w rozwoju "Cloud Computing". Uważam więc, że w 2010 projekt ten nie wyjdzie poza etap eksperymentów, ewentualnie prób na małych i co najwyżej średnich przedsiębiorstwach.


MOBILNY INTERNET? - ZA CHWILĘ


Dużo mówi się o szerokopasmowym internecie w komórce, ale w prkatyce niewiele z tego wynika.

Pomysły ze strony tradycyjnych operatorów komórkowych sprowadzają sie do inicjatywy RCS (Rich Communication Suite) - pisałem o tym szerzej jakiś czas temu, zastanawiając się,
Czy RCS napędzi IMS i uchroni telekomunikację przed recesją, oraz pisząc (prawie przed rokiem) o nowych trendach w telekomunikacji. Idzie to jakoś ... tak sobie.

Z drugiej strony, fakt, że Eric Schmidt, szef GOOGLE, jest częstym gościem na mobilnych salonach, że bywa "keynote speakerem" na Mobile World Live itp. oznacza niewątpliwie zainteresowanie jego firmy Internetem mobilnym, ale nie przekłada sie to jeszcze na realne możliwości, a raczej na słabość dużych dostawców aplikacji internetowych w domenie szerokopasmowego dostępu mobilnego.

Myślę, że najpierw poczekać musimy na ergonomiczne terminale, ciekawe, praktyczne aplikacje oraz rzeczywiście szerokie pasmo w przystępnej cenie. Co do tego ostatniego, dopiero LTE (Long Term Evolution) stanowić może przełom (zajrzyj też TUTAJ), a przecież dopiero raczkuje.

Tak więc, w 2010 spodziewać możemy się medialnego szumu, wiele marketingowego hałasu, ale nie oczekuję przełomu. Jeszcze za wcześnie.


A CO Z SIECIAMI TRADYCYJNYCH OPERATORÓW?

2010 to będzie kolejny trudny rok dla wielu dostawców sprzętu, bowiem operatorzy, nauczeni doświadczeniem kryzysu, bardzo ostrożnie podchodzić będą do inwestycji w nowe rozwiązania.

Pamiętajmy, że całkiem sporo rozwiązań pilotażowych i pierwszych sieci NGN (w stosunkowo niewielkiej na razie skali) jest już zainstalowanych, również w Polsce. Spodziewam się, że na ich bazie operatorzy budować będą przyczółki na przyszłość, ale na razie więcej będzie w tym marketingu, niż rzeczywistej ekspansji.

Lepszą przyszłość widzę dla firm usługowych - spodziewam się sporo pracy dla konsultantów i ekspertów, generalnie bardziej w zakresie serwisów profesjonalnych i know-how, niż sprzętu.

Warto poczynić bowiem intensywne przygotowania - na tym zejdzie większość roku 2010: poszukiwanie optymalnych modeli biznesowych, badania rynku, zdobywanie wiedzy, a także próby optymalizowania istniejącej sieci, wyciskania z niej co się da i przygotowywanie jej do migracji (audyty, inwentaryzacje, konsolidacje, rozpisywanie rozlicznych zapytań ofertowych, które maja przecież doskonały walor edukacyjny itp.).

Ponadto, nieśmiałe jeszcze poszukiwanie aplikacji, które łatwo zintegrować, wdrożyć i zacząć zarabiać itp.

Na większe projekty, zwłaszcza w Polsce, przyjdzie czas nieco później.


A CO CIEKAWEGO W POLSCE?

Wydaje się, że to może być interesujący rok - przynajmniej tak się zapowiada.

TP chcąc uniknąć podziału musi inwestować - i to sporo.
UKE nadal będzie naciskać strasząc TP groźbą podziału, ale nie wierzę, by były to groźby realne. Tak czy owak, choć niechętnie i być może z opóźnieniami, inwestycje w TP, po okresie dosłownego wprost zamrożenia, wreszcie ruszą.

Tam, gdzie nie zechce inwestować TP - i inni prywatni, komercyjni dostawcy usług - zaczną wreszcie inwestować samorządy - pojawią się w końcu warunki prawne (nowa ustawa) i pieniądze z programów unijnych, by zacząć skutecznie to robić.

Tak oto, po siedmiu latach (!!) od powstania, program e-Polska zacznie się wreszcie urzeczywistniać. Kto jeszcze pamięta, ile to wielkich mów na ten temat wypowiedziano, ile sympozjów odbyto, ile bankietów przejedzono - w tym roku jednak coś się wreszcie zaczyna ruszać - e-Sądy, e-Urzędy itp.

Ale o tym przyjdzie jeszcze więcej napisać przy innej okazji.

raz jeszcze - udanego, pomyślnego 2010 roku dla wszystkich!

wtorek, 12 stycznia 2010

Telekomunikacyjne wróżby na 2010

Pomyślności w Nowym Roku!

Nie będę oryginalny i jak to zwykle bywa w okresie noworocznym, wyjmę kryształowa kulę, by zastanowić się, co też nam ten Nowy Rok 2010 przyniesie w telekomunikacji.

Moja lista poniżej z pewnością nie jest kompletna, kolejność punktów jest przypadkowa, a komentarze nie zawsze całkiem na serio. Tak czy owak, zastanówmy się wspólnie, co nas czeka - zawsze jest to rodzaj dozwolonego jeszcze (w tej formie) hazardu - jak się nie uda, liczę, że szybko zapomnicie, jak się przepowiednia powiedzie - jest szansa awansować na czołowego analityka telekomunikacyjnego w kraju!

Od czego zatem zaczniemy? Może na początek

ZAGRAMY W ZIELONE

Niestety, telekomunikacja to nie przemysł farmaceutyczny. Trudno tu co rusz wymyślać nową kampanię promocyjną i nagłaśniać a to epidemię szalonych krów, a to grypę ptasią czy świńską - wszystko, rzecz jasna, by sprzedać miliony szczepionek, z którymi potem nie wiadomo, co robić.

Jest jednak jedna globalna moda, do której można i warto się przyłączyć. Ekologia vel "Globalne Ocieplenie". Na tej fali można nie tylko pomóc środowisku naturalnemu, ale także nieźle zarobić.

I tak oto powstała interesująca inicjatywa o nazwie Green Touch. Na pewno interesująca na razie dla mnie, jako pracownika korporacji mającej swój wiodący udział w tym przedsięwzięciu, ale wkrótce będzie o tym głośno w mediach - przypomnijcie sobie za parę lat, , że to ja powiedziałem Wam pierwszy!

Okazać się może, że Green Touch zmieni oblicze Internetu i w ogóle telekomunikacji i łączności jako takiej. Co byście powiedzieli na to, gdyby globalne sieci (tele)komunikacyjne, już w stosunkowo niedalekiej przyszłości, konsumowały tyle energii w ciągu trzech lat, ile obecnie zużywają dziennie?!?

Takie ambitne cele przyświecają twórcom-założycielom projektu, w tym organizacjom naukowym (m.in. Bell Labs, MIT, Stanford Labs), rządowym ( w tym z Francji i Belgii), operatorom (w tym AT&T, Telefonica, China Mobile).

Według badań i obliczeń Bell Labs, dzisiejsze sieci ICT mogłyby być 10000 razy bardziej efektywne pod względem zużycia energii - o ile byłyby inaczej projektowane. Dziś przecież optymalizuje się je pod kątem efektywności działania ("performance"), a nie pod kątem optymalizacji zużycia energii.

Green Touch to jedna ze świeżych, ale nie ostatnich inicjatyw ekologicznych w telekomunikacji. Przewiduję, że będzie ich więcej. Co z tego wyniknie i ile w tym wszystkim troski o środowisko, a ile o swój portfel - czas pokaże.


ODCINANIE KABLA

"TP przestaje podłączać nowym klientom linie telefoniczne!
"

Coraz więcej tego typu nagłówków prasowych zaczęło pojawiać się w 2009, a rok 2010 przywitał nas nowymi ("T-Mobile USA to stop selling landline service").

Czy rok 2010 to koniec telefonii stacjonarnej i definitywne zwycięstwo komórek?

Moim zdaniem - niekoniecznie. Jak już pisałem, problem z telefonią stacjonarną to głównie brak kreatywnych pomysłów na to, co z nią zrobić i jak ją dostosować (np. integrując z telefonią mobilną) do zmieniających się potrzeb rynku i abonentów.

Podobnie, porozumienie między UKE i TPSA sprzyjać będzie, przynajmniej w Polsce, raczej rozwojowi sieci stacjonarnej, niż jej zwijaniu.

Po trzecie, rozwój nowych technologii i potrzeb "multimedialnych" generuje zapotrzebowanie na coraz szersze pasmo, stąd coraz powszechniejsze inwestycje w sieci dystrybucyjne dostępowe (tzw. przedostatnia i ostatnia mila) z wykorzystaniem światłowodów zamast miedzi (w Polsce proces ten stymulowany ma być dodatkowo poprzez Programy Unijne).

Po czwarte, nasze domy stają sie coraz bardziej "SMART" (patrz poniżej).

Po piąte, z Internetu korzystamy coraz częściej (patrz poniżej).

Po szóste, najwięksi z dostawców Internetowych rozwijają swoje usługi "stacjonarne" niekoniecznie czując się już pewnie w świecie mobilnym (patrz poniżej).

To wszystko powoduje - moim zdaniem - że pogłoski o szybkiej śmierci telefonii stacjonarnej są bardzo przesadzone. I choć wizja ebonitowego telefonu tarczowego, połączonego kablem do ściany, odchodzi do lamusa, (dostałem taki niedawno na imieniny, rewelacja, w końcu mogłem wyjaśnić dzieciom, dlaczego mówi się "wykręcić numer"! ;-), to zastępuje ją komputer - lub raczej serwer urządzeń domowych - podłączony do gniazdka, z którego zamiast miedzi wystaje światłowód.

I choć by tak się stało, przyjdzie nam poczekać pewnie jeszcze jakiś czas, to w 2010 roku telefonii stacjonarnej nic wielkiego nie grozi.


To nie koniec moich proroctw na 2010! Więcej na ten temat ("patrz poniżej") -
... już następnym razem! Zapraszam!



czwartek, 24 grudnia 2009

Wszystkiego Najlepszego!

Moi Drodzy!

Dziś wigilia, dzień szczególny, więc tylko krótko, spieszę z życzeniami dla Was wszystkich i Waszych rodzin...

Aby nadchodzący 2010 rok okazał się znacznie lepszy od tego, na jaki się w naszej branży zapowiada...

Abyśmy wszyscy widzieli sens i czerpali radość z tego co robimy...bez względu na to ile wpływa na konto...


Abyśmy znaleźli więcej czasu dla Tych, których kochamy, oraz na to wszystko, co nas wzbogaca, (niekoniecznie finansowo)...


Na przykład na pisanie i czytanie tego bloga :-)

Przy okazji podzielę się z Wami refleksją, że także dla mnie, praca w telekomunikacyjnym koncernie to nie tylko stres, frustracja, coraz większe zaciskanie pasa, ciągłe pożegnania z ludźmi, których zna się od lat i coraz więcej do zrobienia w coraz krótszym czasie... To także niezwykła okazja do poznania ciekawych ludzi, podróże do niezwykłych miejsc...

Właśnie wróciłem z takiej podróży... Trochę tajemniczej, dość niebezpiecznej (na północy tego kraju trwa wojna), ekscytującej i na swój sposób bardzo egzotycznej, bo tak różnej od wszystkiego, co znamy... Turyści tam raczej nie zaglądają, nigdy bym się pewnie tam nie wybrał, gdyby nie wysłała mnie tam Korporacja...

Wszystkich chętnych zapraszam do wirtualnej podróży do kraju ortodoksyjnego Islamu, kraju, gdzie nawet spotkania biznesowe przerywane są (na wezwanie Imama) na modlitwę, a w ich trakcie wszyscy zażywają narkotyki (ściśle rzecz biorąc - żują "kat", rodzaj lokalnej rośliny, który żuty kilka godzin wydziela narkotyczne substancje)... Za to alkoholu nie uświadczysz ani grama, oka też nie ma na kim zawiesić - wszystkie (prawie) kobiety szczelnie pokrywa burka (za wyjątkiem oczu)...
Zapraszam do najbiedniejszego z krajów arabskich, w którym starożytność i przepych miesza się ze skrajną biedą...


Radosnych Świąt i wszelkiej pomyślności w Nowym, 2010 roku!

piątek, 4 grudnia 2009

Kiedy sieć stała się prozą...

...Pod takim właśnie romantycznym odbyło się 26-27 listopada VI Forum Usług Szerokopasmowych, organizowane corocznie przez Computerworld.

Niestety, pierwszy dzień znam tylko ze słyszenia, osobiście obecny byłem tylko na drugim dniu konferencji, więc moje obserwacje są rzecz jasna niekompletne - a także tendencyjne i nie całkiem na serio...

Ale do rzeczy... Na sali dostrzegłem wiele znanych i mniej znanych twarzy, często tych samych od lat , nie zauważyłem jednak nikogo z polityków SLD - przynajmniej myślę o tych oglądanych w TV i na pierwszych stronach gazet.

To dziwne, bowiem ta właśnie partia zgłosiła śmiały postulat, by powszechny dostęp do internetu gwarantowała Konstytucja RP!

Pewnym wyjaśnieniem tej sytuacji może być jedynie to, że propozycja ta ma zostać oficjalnie ogłoszona dopiero 19 grudnia, podczas konwencji programowej partii. Świetny prezent, akurat na moje imieniny - myślę sobie. Nie będę musiał już płacić za cztery razy wolniejsze łącze prawie dwa razy więcej, niż kolega w UK. Powołam się po prostu na swoje konstytucyjne prawo i cześć!

Pozostaje mi przyklasnąć tej inicjatywie, tym bardziej, że bylibyśmy chyba pierwszym krajem na świecie - niech mnie ktoś poprawi jeśli się mylę - gdzie takie fajne prawo by zastosowano. Mam zresztą nadzieję, że to dopiero początek śmiałych planów różnych partii - rok wyborczy wszakże jeszcze się nie rozpoczął...

Na Forum roztaczano ambitne wizje zastosowania technik szerokopasmowych w domu i zagrodzie (telewizja internetowa IPTV i inne multimedia, elektroniczne liczniki kontrola bezpieczeństwa), w biurze (tele-handel, elektroniczny marketing i reklama, aplikacje B2B), a nawet w samochodzie (po podłączeniu go za pomocą sieci LTE do mobilnego internetu). Politycy mają więc szerokie pole do popisu i do wyborczych obietnic.

Może jednak to ja przesadzam i mam problemy z wyobraźnią? Oto, jak powiedział na konferencji p.Antti Kohtala z Ministerstwa Transportu i Komunikacji Finlandii, w kraju tym trwają zaawansowane prace nad uczynieniem dostępu szerokopasmowego regulowaną prawnie Usługą Powszechną - każdy obywatel Finlandii, choćby był, dajmy na to, Świętym Mikołajem i mieszkał daleko za kołem podbiegunowym, będzie miał wkrótce prawo do szerokopasmowego internetu o przepływności minimum 1Mbit/s. My, zamiast stać się po prostu drugą Finlandią idziemy o krok dalej z tą konstytucją - i dobrze!

Nie na darmo napisałem wyżej o ZAGRODZIE - bowiem telefonizacja, a raczej "uszerokopasmowienie" wsi jest jednym z głównych priorytetów inwestycyjnych, na które Unia nie skąpi funduszy. Zawsze wydawało mi się, że gdyby Noe żył w dzisiejszych czasach, to ze względu na konieczność uzyskania stosownej dokumentacji i rozlicznych pozwoleń nigdy nie dałby rady zbudować Arki, ale chyba się myliłem - oś numer 7 a nawet 8, w tym Działania 8.4 o zapewnieniu "ostatniej mili" oraz 8.3 o przeciwdziałaniu "wykluczeniu cyfrowemu" mają się (dość) dobrze - debata na ten temat pokazała, że jest OK, choć nie tragicznie. Nadal partnerstwo publiczno-prywatne kuleje, nadal przepisy nie nadążają za rzeczywistością (vide: konieczność 5-lelniego serwisowania komputerów PC finansowanych z programu "wykluczeniowego" - kto dziś trzyma tak długo w domu PC-ta!?!), wciąż pełno jest absurdów o których mówili uczestnicy panelu - ale jakoś powolutku, dzięki pomocy Bożej, idzie do przodu.

Pomoc Boża bardzo się przyda, tym bardziej, że coraz łaskawszym okiem Opatrzność zdaje się patrzeć na internet. Bardzo interesująca prelekcja ks. dr Józefa Klocha z Fundacji Opoka to pierwszy znany mi przypadek wystąpienia - zresztą ciekawego! - osoby duchownej na tego typu konferencji. Okazuje się, że Kościół, choć nie jest bezkrytyczny wobec internetu, śmiało wkracza w erę Kościoła 2.0 i może pochwalić się pierwszymi sukcesami - a prężne działanie Fundacji Opoka i osobiście ks. Klocha jest tego dobrym przykładem.

A co się stanie, gdy "Panie Boże" nie pomoże? Zagrożenie jest poważne, bowiem, jak donosi dziś znany nam p.Maciej Srebro za pośrednictwem prasy, "w trzecim kwartale liczba użytkowników [internetu] zmniejszyła się o jedną dziesiątą punktu procentowego w porównaniu z poprzednim kwartałem tego roku. Obecnie z sieci korzysta 49,4 proc. Polaków w wieku 15 – 75 lat".

Jaka jest tego główna przyczyna? Jest za drogo?

To pewnie też, ale przede wszystkim chodzi o to, że ludzie nie widzą potrzeby korzystania z internetu! (wg badań GUS za lata 2005 - 2007)

Spodziewam się, że szczególnie wiele takich osób jest właśnie na wsi.

Jeśli zatem nie uda nam się zejść szybko na ziemię i przejść od wizji typu "samochód z dostępem do LTE" do konkretów jak np. odpowiedź na pytanie "po co internet w zagrodzie i co dzięki niemu można załatwić", to obawiam się, że nie doczekamy się X forum szerokopasmowego i niemal wszyscy spokojnie poczujemy się wykluczeni cyfrowo.
Przynajmniej załapiemy się na Działanie 8.3...

Ot, proza życia w starciu z prozą sieci na razie wygrywa...

sobota, 24 października 2009

To nieprawda, że....

Nieprawda, że oliwa zawsze na wierzch wypływa...

Okazuje się, że dopiero odejście Pani Grażyny (dwojga nazwisk) ruszyło sprawy do przodu i podpisanie umowy między operatorem dominującym, a Panią Anią z UKE stało się możliwe.

To nieprawda, że udane kompromisy nie są możliwe...

Wręcz przeciwnie! Okazuje się, że podpisanie umowy między TP a UKE to sukces obu stron, również Pana Macieja, który o niczym innym nie myślał, tylko jak by tu dobrze zainwestować 3 mld złotych. Na szczęście Pani Ania podpowiedziała idealne rozwiązanie i wszyscy są zadowoleni.

Przy okazji okazało się, że ...

To nieprawda, że największy gracz na rynku telekomunikacyjnym celowo dyskryminuje rywali, nie udostępniając im takich samych danych o klientach, jakie ma dla swoich...

Cóż za insynuacje! Można wręcz przypuszczać, że TP działa w interesie operatorów alternatywnych, nie udostępniając im mało wiarygodnych, "dziurawych" informacji zebranych w źle działających bazach danych (wg ocen Panów z izby KiGEiT, której pełnej nazwy nie sposób spamiętać). Wystarczy, że TP wprowadza skutecznie w błąd swoje własne służby i klientów i nie może się skutecznie rozwijać.
Na szczęście teraz trwa audyt oprogramowania i już za jakiś czas wszystko będzie OK i wszyscy zadowoleni.

Wyszedł mi mało poważny i dość ironiczny wpis... Na koniec więc całkiem na serio:

To nieprawda, że teraz wszystko ruszy "z kopyta" i już za trzy lata będziemy cieszyć się 1 mln linii o prędkości do 6 Mb/s (+ 200 tys. o mniejszej), w tym połowa nowych!

...chyba, że na serio podejdziemy do tematu i zaczniemy budować sieć i usługi szerokopasmowe zgoła inaczej, niż do tej pory - tak, aby zaproponować abonentom coś interesującego i coś więcej, niż "puste" szerokie pasmo, tak by na tym zarobić i wreszcie tak, by nie powielać błędów innych.

Jakieś konstruktywne pomysły? O tym więcej następnym razem.

piątek, 9 października 2009

Nadchodzi Wielka Fala!

Czym jest Google Wave?

Więcej niż e-mail? Z pewnością. Może E-mail 2.0?
Więcej niż Gadu-Gadu czy inny komunikator internetowy? W pewnym sensie...
Więcej niż zwykłe narzędzia do wymiany danych i współpracy (tzw. collaboration tools)?

A może to po prostu nowy rodzaj aplikacji, a raczej rodzaj sieciowego systemu operacyjnego? W końcu była koncepcja przeglądarki internetowej jako "systemu operacyjnego" nowej generacji... W końcu Google Wave działa na open source, wystawia API do pisania własnych aplikacji i rozwijania narzędzia w nowych, nie znanych nam kierunkach...

Możesz współtworzyć bloga z wieloma autorami, dzielić się tekstem, obrazami, mapami, dopisywać, edytować, "przewijać" dyskusje wstecz...

Możesz w prosty sposób współpracować na odległość - planować jakiś produkt, konferencję, czy wydarzenie w czasie rzeczywistym, wymieniając się wszelkimi dokumentami i informacjami.

A może to po prostu nowe potężne narzędzie w walce z Apple i innymi o władzę i panowanie w cyberprzestrzeni?

Nie wiem, czy zaczyna mnie to coraz bardziej fascynować, czy może raczej przerażać....

Nie wiem, także dlatego, że jeszcze nie korzystałem.

A Ty, jesteś już na Fali? Jeśli tak - podziel się wrażeniami!

A chętnych, by dowiedzieć się więcej, odsyłam TUTAJ, i TUTAJ, i TUTAJ (o API), albo jeszcze TUTAJ (dla Developerów) i TUTAJ (dla techno-maniaków) ....

czwartek, 17 września 2009

Google wyrusza na wojnę z Apple?

Przepowiadając poprzednio upadek Telekomunikacji Polskiej pisałem o odcinaniu kabla i przerzucaniu się klientów na komórki i generalnie łączność mobilną.

Oczywiście, problem ten dotyczy też innych operatorów stacjonarnych, o ile nie zmienią czegoś w swym dotychczasowym modelu biznesowym. Na przykład Netii, która kolejny raz nabiła mnie w butelkę swoimi sloganami reklamowymi. Nie jest to miejsce, by wylewać swoje prywatne frustracje, specom od marketingu Netii przypomnę tylko, że:

Marketing to sztuka generowania maksymalnych zysków przy minimalnych kosztach oraz przy MAKSYMALIZACJI ZADOWOLENIA KLIENTA .. zamiast nabierania go na tanie chwyty głośno reklamowane w TV... Piszę o tym, bo znam się co nieco na marketingu i na manipulacji, a ciągle się na to nabieram...

Tak, czy owak, jeśli Netia i inni nadal mylić będą manipulację z marketingiem, to wróżę im jeszcze więcej problemów, niekoniecznie tylko z powodu odcinania kabla...

Tymczasem o tym, że przyszłość to telefonia mobilna dobrze wie GOOGLE, Apple i inni wielcy "nowej telekomunikacji" (zwani czasem Over the Top Players). Obserwowaliśmy ostatnio pierwsze poważne starcie gigantów - Apple odmówiło aplikacji Google Voice miejsca na swoich iPhone-ach i w swoim sklepie AppStore. Apple obawia się, że GV zbyt mocno ingeruje w interfejs użytkownika a poprzez to także w sposób wykorzystania iPhone-a.

Póki co, trawją przesłuchania przed amerykańskim regulatorem (nie znam jeszcze ich wyniku) a iPhone cieszy się popularnością znacznie większą, niż Google Phone. Siły przetargowej Google nawet najwięksi nie mogą jednak lekceważyć.

Android nie ma może oszałamiającego startu, ale jak każde oprogramowanie open source ma swój potencjał na przyszłość. System operacyjny Chrome dla komputerów przenośnych (netbooks) ma również być dostępny za darmo. Coraz więcej darmowego oprogramowania od Google z różnych dziedzin życia i prowadzenia biznesu dostępnego jest w sieci (niedawno przeglądałem na przykład SketchUp - ciekawe narzędzie dla przyszłych i obecnych architektów) - trudno konkurować z produktem, który jest dobry, a do tego ZA DARMO!

Nie wierzę, by Apple, Microsoft i inni przyglądali się tej ekspansji z założonymi rękami. Na pewno tradycyjni operatorzy, zwłaszcza ci komórkowi, budujący swój biznes na dostępie i aplikacjach mobilnych, będą musieli zareagować.

Dobrze, gdy skupią się na tym, zamiast na "kreatywnym" marketingu i wk....u klientów!

piątek, 28 sierpnia 2009

Telekomunikacja Polska - upadek kwestią czasu?

Czy to aby nie przesada? Kondycja Telekomunikacji Polskiej nie jest może ostatnio najlepsza - zamrożenie inwestycji, szukanie oszczędności gdzie tylko się da, wojna podjazdowa z regulatorem - ale trudno chyba mówić o upadku?

OK, być może tytuł tego posta ma charakter marketingowy (promocja przez kontrowersje), a być może - jak zaraz wyjaśnię - coś jest jednak na rzeczy.

A jak jest z telekomunikacją polską (przez małe "t" i małe "p") jako taką? Zwłaszcza tą stacjonarną?

Zanim na serio zaczniemy rozważać tę kwestię, przyjrzyjmy się temu, co aktualnie ma miejsce w USA.

Według analityków Bernstein Research, sieć Verizon-u kurczy się o 0,5% rocznie a AT&T 0,4% rocznie, a proces ten nabiera przyspieszenia. Wszystko w związku z masowym "odcinaniem kabla telefonicznego": wg artykułu zamieszczonego w The Economist, operatorzy telefonii stacjonarnej w USA tracą średnio 700 000 stacjonarnych abonentów MIESIĘCZNIE! Wg autora artykułu "Cutting the cord", już ok. 25% gospodarstw domowych w USA obywa się bez telfonu stacjonarnego - gdy w dobie kryzysu trzeba wybierać i ciąć koszty, wybór pada na telefon komórkowy.

Warto porównać te dane z jedynie 7,3% gospodarstw bez tel. stacjonarnego w 2005!

Co oznacza ten trend dla TP i innych naszych operatorów?

Wg prezesa Wituckiego (cytuję z pamięci, za prasą) nie ma się czym przejmować.

Czyżby?

Co prawda, sytauacja w Europie jest inna (lepsza) od tej w USA - z różnych powodów, z których przytoczę z braku miejsca tylko jednen: USA zajmuje dopiero 15 miejsce na świecie, jesli chodzi o infrastrukturę szerokopasmową. Wiadomo, to wielki kraj i na wielu linach stacjonarnych gdzieś na prowincji albo wcale niema dostępu szerokopasmowego, albo jest on zbyt wolny (tak jak w Polsce - 1 czy nawet 4 MB pasma to stosunkowo do tego, co oferuje Azja, Europa Zachodnia czy choćby USA w aglomeracjach, nadal wolne łącze).

W Europie i Polsce odległości są mniejsze, gęstość zaludnienia większa itp.

Prawdą jest też to, że nasz operator narodowy jest też operatorem sieci komórkowej Orange - i to być może powoduje, że prezes Witucki śpi lepiej. Skoro przychody z sieci komórkowych rosną, być może rzeczywiście nie jest tak źle?

Niestety, przychody te rosną znacznie wolniej, w stosunku do tempa spadku przychodów z sieci stacjonarnej. Na przykład, Verizon ma problemy mimo tego, że oprócz sieci stacjonarnej, jest największym operatorem komórkowym w Stanach.

Tym niemniej, wg autora w/w artykułu, biznes stacjonarny nadal stanowi ponad 50% przychodów Verizona i AT&T, przy znacznie większym, niż połowa udziale w kosztach. Z naszym operatorem narodowym jest zapewne podobnie.

A co mają zrobić mniejsi operatorzy, którzy nie działają w segmenie komórkowym?

Pogłoski o rychłej śmierci telefonii stacjonarnej są z pewnością wyolbrzymione. Tym niemniej, coś jest na rzeczy.

Prezes Witucki, krótko po swoim wyborze na prezesa TP stwierdził, że jego firma będzie dostosowywać się do potrzeb klientów. Warto przypomnieć tę wypowiedź. To, co sie dzieje w USA, to dobra okazja do tego, by na serio zastanowić się, jak to zrobić. Tendencja z kurczeniem się sieci to jeszcze jeden argument za tym, by nadal i nieustannie ograniczać koszty operacyjne (OPEX) oraz mądrze inwestować w infrastrukturę tak, by zapewnić klientom na łączu stacjonarnym coś więcej, niż telefon i 1-megowe łącze do Internetu.

Dotyczy to tak samo, a może nawet bardziej, wszystkich innych operatorów, zwłaszcza tych stacjonarnych.

piątek, 21 sierpnia 2009

Przejechać się jak ERA na iPhonie...

Już prawie półtora roku temu, w kwietniu 2008 zastanawiałem się, - odnosząc się co prawda do Google phona G1, ale w szerszym kontekście, pisząc o nowym modelu biznesowym, który pojawił się po wprowadzeniu na rynek Applowego iPhone-a (całość wpisu znajdziesz TUTAJ):

"[...] Co Era (czy dowolny inny operator) zyska, wpuszczając lisa do kurnika? Traci jeden z istotnych bastionów biznesowych – „własność” telefonu komórkowego. A przez to silną zdolność wpływania na zachowania abonenta. [...]
Krótkoterminowy prestiż, zainteresowanie mediów oraz satysfakcja klientów, co zwykle towarzyszy wprowadzeniu nowych atrakcyjnych gadżetów na rynek, szybko przeminą - i co dalej?

Jak pokazał czas, operatorzy praktycznie nic nie zyskali na iPhone - nie ma spektakularnego przyrostu dochodów ani abonentów, a koszt pozyskania klientów "iPhonowych" przewyższa koszt pozysania tych "zwykłych".

Tak jest przynajmniej na zachodzie, gdzie taki T-Mobile czy Vodafone nic szczególnie nie zarabia, a jedynie daje zarobić firmie Apple, która notuje rekordowe zyski operacyjne, napędzane przez iPhone-a.

Czy jednak u naszych operatorów komórkowych będzie inaczej - wątpię.


Przy okazji z innej beczki - ostatnia moja mniejsza aktywność w tym miejscu nie jest związana jedynie z sezonem wakacyjnym, ale natłokiem zadań związanych ze zmianami zawodowymi, które miały u mnie miejsce.

Od niedawna, ciągle w ramach tej samej korporacji, ale w innym organizacyjnie miejscu i bardziej niejako "na własny rachunek," zacząłem pracę jako iddywidualny (możnaby powiedzieć, że niemalże "niezależny") konsultant od szeroko pojętych zagadnień związanych z transformacją sieci telekomunikacyjnych - w różnych jej obszarach: biznesowych, organizacyjnych i technicznych.

Jak mówią, konsultant to niezła fucha - "dużo gada, nieźle zarabia i za nic nie podnosi odpowiedzialności". Ta z pewnością kusząca perspektywa to nie jedyny powód zmain - pozwala rozwijać się w różnych kierunkach, poza zagadnieniami związanymi z sieciami i usługami NGN/IMS, które są mi dobrze znane, również w kierunku sieci danych, problematyki zwązanej z migracją sieci (głosowych oraz np. ATM/FR na IP MPLS) itp.

Będzie okazja do poruszania nowych, równie ciekawych jak dotąd wątków. Zapraszam do czytania i aktywnego udziału w dyskusjach.

poniedziałek, 20 lipca 2009

Szerokopasmowy internet podstawową potrzebą społeczną?

Witam po urlopowej przerwie. Zebrało się wiele ciekawych wątków, które aż proszą się o wpis, ale nie na wszystko, niestety, jest czas.

Dziś może tylko krótko o ciekawym badaniu.

Jak wynika z serii przeprowadzonych niedawno badań sponsorowanych przez moją firmę, nawet w czasach kryzysu gospodarczego konsumenci niechętnie rezygnują z domowych usług szerokopasmowych i wolą ograniczać m.in. wydatki na jedzenie w restauracjach oraz podróże.

W badaniach wykorzystano analizę statystyczną, aby przez porównanie względnej wartości szerokiej gamy płatnych usług (nie tylko rzecz jasna telekomunikacyjnych) ustalić, jakie priorytety przyznają konsumenci różnym wydatkom domowym w czasach kryzysu. W następnym dopiero kroku, wyłoniono spośród różnych wydatków domowych na liście, usługi telekomunikacyjne i przyjrzano się im bliżej.


Okazuje się, że usługi szerokopasmowe wydają się niemal całkowicie odporne na recesję — 84 procent konsumentów wskazuje je jako nieodzowną usługę sieciową, a zatem najmniej prawdopodobny cel cięć w wydatkach.

Badania pokazały też, że więcej konsumentów na całym świecie zamierza wykupić i (lub) zmodernizować swoje usługi szerokopasmowe, nawet gdyby miało to oznaczać zmniejszenie innych wydatków.

Najważniejszą przyczyną takich preferencji jest chęć ograniczenia kosztów i czasu dojazdu do pracy oraz poszukiwanie bardziej ekologicznych rozwiązań.

W krajach rozwiniętych respondenci odnotowali również rosnącą zależność od sieci WWW jako źródła informacji, narzędzia biznesowego, sieci społecznościowej oraz miejsca rozrywki.

Co ciekawe, obywatele krajów rozwijających się patrzą w przyszłość z większym optymizmem niż ci z krajów rozwiniętych. Podczas gdy dwie trzecie konsumentów wskazało, że ograniczają wydatki, 85 procent respondentów z krajów rozwijających się stwierdziło, że za rok ich sytuacja ekonomiczna będzie taka sama lub lepsza, w porównaniu z 64 procentami ankietowanych z krajów rozwiniętych.

Co do ograniczania wydatków - sprowadza się ono do poszukiwania lepszych opcji, najchętniej tych bezpłatnych i sponsorowanych przez reklamę lub dostarczanych w odpowiednio atrakcyjnie wycenianych pakietach. Nie chodzi o rezygnację z usługi jako takiej.

Myślę, że to szansa dla naszej branży, by przetrwać ten kryzys w stosunkowo dobrej formie.

A jak będzie - zobaczymy.

wtorek, 16 czerwca 2009

Nowy trend w telekomunikacji?

Miałem zamiar kontynuować temat zastosowania sieci IMS-owych dla biznesu, ale zmieniłem zdanie. Do tego tematu wrócę pewnie jeszcze, a tymczasem zasygnalizuję inny wątek.

Zaobserwowałem oto coraz mocniej pojawiający się nowy trend w telekomunikacji i chciałbym skonsultować to z Wami. Ciekawe, czy Wy też to dostrzegacie...

O co chodzi? Już wyjaśniam.

W komunikacji głosowej, kiedyś "na topie" były centrale analogowe, potem cyfrowe.
Następnie przyszedł czas na technikę VoIP i tzw. "softswitche".
Od kilku lat mówi się, że prosty VoIP i softswitch jest już pase i coraz częściej nie tylko się mówi, ale też wdraża rozwiązania IMS-owe, wzbogacające VoIP o wymianę danych, tzw. "multimedia" itp.

W tym kontekście dyskutuje się o zapewnieniu konkurencyjności operatorom telekomunikacyjnym w starciu z nowymi potężnymi graczami w tym segmencie, takimi jak SKYPE czy GOOGLE. Narzędziem niezbędnym do tego, by tradycyjni operatorzy mieli z nimi szansę, miała być elastyczna infrastruktura sieciowa pozwalająca ograniczyć koszty i szybciej, efektywniej wdrażać nowe usługi - tę rolę odgrywać miały właśnie sieci IMS.

Szybko okazało się jednak, że to nie wystarczy.

Innowacyjność firm internetowych (weźmy na przykład serwis Google Voice), rozwój Web2.0, serwisów społecznościowych i nowego modelu biznesowego z tym związanego, wymusza na tradycyjnych operatorach konieczność daleko większych zmian.

Czas na Telco2.1!

Pisząc o tym, jak właściwie wdrażać VoIP wspominałem już o Telco2.0, a teraz pojawiło się nowe zjawisko, czas chyba pójść dalej.

Znacie zjawisko "Długiego ogona" (the Long Tail)?
Jak dotąd, operatorzy telekomunikacyjny oferowali usługi typu "Head" - masowe, długo wdrażane, niezbyt często zmieniane, mało elastyczne i praktycznie w ogóle nie dostosowywane do potrzeb indywidualnego klienta (brak personalizacji).

Tymczasem w internecie panuje całkowicie odmienne zjawisko - usługi wdrażane są wg modelu "Long Tail" (długi ogon) - jest ich wiele, pochodzą z różnych źródeł. Liczne firmy garażowe typu "dot.com", a nawet indywidualni programiści napisać mogą prostą aplikację, która okazać się może wielkim sukcesem, a jeśli nie - nie szkodzi, niewielkim nakładem sił i środków stworzyć można coś nowego.

Często są to aplikacje niszowe, przeznaczone dla konkretnych grup (segmentu) użytkowników, niekiedy są mocno sprofilowane pod określonym kątem.

Aby skutecznie konkurować o serca i portfele klientów, wydaje się, że operatorzy tradycyjni także muszą zacząć podążać tym tropem.

Do tej pory mówiło się o nowej sieci (IMS).
Wskazywano na konieczność współdziałania wielu serwerów i usług w warstwie aplikacyjnej.
Wspominano niekiedy nieśmiało o rozwiązaniach typu "Service Gateway", dzięki którym - w dużym skrócie - serwery aplikacyjne mogłyby pochodzić od firm trzecich i być "dołączane" do sieci operatorskiej z zewnątrz.

To wszystko za mało!

Teraz nowy trend nazywa się API!!!

Application Programming Interface.

Operatorzy dysponują ogromną wiedzą i możliwościami, które - gdyby je uwolnić - mogłyby stać się istotnym orężem w walce konkurencyjnej. Możliwości te mają charakter marketingowy (wiedza o klientach, ich preferencjach, zachowaniach) oraz techniczny (jak, ile, kiedy i gdzie dzwonią, ile za to płacą, z jakich usług korzystają, w jaki sposób itp.)

Gdyby pewne kluczowe informacje sieciowe "wystawić na zewnątrz"? Gdyby dać je "do obróbki" przez programistów? Może to otworzyło by nowe możliwości? Być może w ten właśnie sposób operatorzy stali by się wartościowym elementem "łańcucha pokarmowego" w telekomunikacji i mogliby zaoferować coś nowego - samodzielnie, albo we współpracy z Google, Skype czy innymi?

Czemu nie?

Operatorzy dysponują infrastrukturą, która choć niewidoczna dla zwykłego śmiertelnika (patrz rysunek) odgrywa bardzo istotną rolę. Wygląda to trochę jak góra lodowa - to co najważniejsze i czego najwięcej, znajduje się pod wodą, a my widzimy tylko niewiele, co na powierzchni!

A więc API, API i jeszcze raz API... Udostępnianie swych zasobów innym....

Czy to trwały trend i sposób na nową telekomunikację, czy raczej krótkotrwała moda, z której niewiele wynika?

czwartek, 30 kwietnia 2009

IMS dla przedsiębiorstw? (cz.2)

Aby rozwinąć temat "IMS dla przedsiębiorstw" zacząć trzeba od uzmysłowienia sobie potrzeb (w zakresie infrastruktury komunikacyjnej), przed jakimi stoją przedsiębiorcy i skali zmian, jaka stoi przed nimi.

Pisałem kiedyś o tym, że katalizatorem tychże zmian stać się może, paradoksalnie, kryzys, który boleśnie dotykając wielu firm, staje się często impulsem do wdrożenia od dawna rozważanych, lecz zwykle dotąd odkładanych pomysłów na racjonalizację kosztów IT.

Poszukuje się rozwiązań optymalizujących koszty związane nie tylko z połączeniami telefonicznymi (komórkowymi i stacjonarnymi), czy z dostępem do internetu - zwłaszcza poza biurem dla pracowników w terenie - lecz także szuka się nowych rozwiązań w zakresie:

  • Zwiększenia elastyczności i uszczelnienia systemów billingowych: łatwe taryfikowanie z podziałem na połączenia biznesowe i prywatne wykonywane z wykorzystaniem telefonów firmowych; zapobieganie defraudacjom, rozliczanie wg różnorodnie dobranych elastycznych profili itp.

  • Optymalizacji procesów i infrastruktury OSS/BSS: narzędzia zmniejszające czasochłonność, roboczochłonność, koszty utrzymania, serwisowania, itp. Na przykład coraz więcej firm decyduje się na wydzielenie tych zadań na rzecz operatorów telekomunikacyjnych, a z kolei coraz większa grupa operatorów decyduje się lub rozważa wydzielenie zadań związanych z utrzymaniem infrastruktury sieciowej oraz systemów OSS/BSS na rzecz dostawców infrastrukturalnych (osobny ciekawy wątek, którym być może będzie okazja się zająć).
    Ponadto inwestuje się w rozwiązania oferujące standardowe interfejsy, automatyzacje procesów (np."flow-through provisioning"), prostotę obsługi (a więc m.in. tańsze szkolenia personelu) itp.

  • Niezawodności i bezpieczeństwa: żadna szanująca się firma nie zdecyduje się na inowacyjne aplikacje i/lub wydzielenie ("outsourcing") kluczowych dla prowadzenia biznesu zadań z dziedziny IT bez zapewnienia spójnej, niezawodnej (QoS), bezpiecznej i zapewniającej niezbędną ochronę danych (na wielu poziomach) komunikacji, niezależnie od rodzaju połączenia i wykorzystywanej sieci dostępowej, rodzaju urządzenia/aparatu telefonicznego, stosowanej usługi/aplikacji itp.

  • Zwiększenia efektywności i skuteczności obsługi klienta CRM (Customer Relationship Management): elastyczna identyfikacja abonenta numerem, imieniem, obrazem itp (flexible CLI), nowoczesne centrum obsługi typu IP Call Center, zarządzanie informacją i bazami danych itd.

  • Zwiększenia produktywności przy zachowaniu ścisłej kontroli kosztów - rozwiązania webowe dla zarządzania połączeniami i komunikacją z/między pracownikami, integracja z firmowymi bazami danych, ksiażkami adresowymi, kompleksowa obsługa pracowników mobilnych w terenie, dynamiczne informacje o dostępności/statusie w sieci itp.

  • Prostego, elastycznego zapewnienia nowych innowacyjnych usług komunikacyjnych (i innych), pochodzących z różnych źródeł i od różnych dostawców.
Czy IMS potrafi sensownie odpowiedzieć na powyższe wyzwania?
O tym dwa słowa następnym razem.

piątek, 24 kwietnia 2009

IMS dla przedsiębiorstw (?)

Od jakiegoś czasu nie pisałem w tym miejscu na tematy dotyczące sieci nowej generacji IMS, a jest to w końcu przedmiot mojego zawodowego zainteresowania niemal na co dzień.

Ponad miesiąc temu wspominałem o tym, że moda na RCS (Rich Communication Suite) napędzić może proces ewolucji sieci telekomunikacyjnych, a IMS w szczególności.

Od pewnego czasu szukam na nowo odpowiedzi na pytanie:

Czy IMS daje coś przedsiębiorstwom? Czy operator telekomunikacyjny, inwestujący w IMS, ma coś szczególnego do zaoferowania swoim klientom biznesowym? A jeśli tak, to co?

Powiedziałem, że "szukam na nowo" bo wiele tygodni (miesięcy) temu zajmowałem się już tym zagadnieniem i wtedy zasadniczo temat upadł.

Generalnie, idea IMS narodziła się i rozwijała w kierunku budowy sieci telekomunikacyjnej nowej generacji, świadczącej liczne usługi, dostarczane za pomocą różnorodnych rozwiązań aplikacyjnych, dla abonentów korzystających z teoretycznie dowolnych sieci dostępowych (DSL, optycznych, kablowych, WiFi, WiMAX, komórkowych 2G, UMTS, w przyszłości LTE...) i dowolnych urządzeń abonenckich(telefony stacjonarne "zwykłe", IP-SIP, komórkowe, komputery przenośne, softphone-y, iPhone-y itp.).

Przy czym mowa była zwykle o abonencie masowym, indywidualnym.

Potem przyszła moda na Web2.0 i głośno było o usługach "społecznościowych". Moda ta nadal istnieje i przeradza się powoli w rzeczywiste wdrożenia. Pisałem na ten temat i pewnie często będziemy do tego wątku powracać.

Później, a w zasadzie równolegle, pojawiło się wspomniane powyżej hasło "RCS". Wszystko to jednak ciągle w kontekście abonenta indywidualnego.

Gdzieś po drodze przewijał się termin FMC - Fixed-Mobile convergence, zwykle niezbyt precyzyjnie definiowany (różni ludzie rozumieli pod tym hasłem różne rzeczy) i też najczęściej w kontekście usługi dla użytkownika indywidualnego - FMC jako możliwość korzystania z telefonu mobilnego pracującego w dwóch trybach i umożliwiającego roaming między siecią komórkową 2G/3G a siecią domową WiFi.

Teraz wszystko się zmienia.

Aby poszukać z Wami odpowiedzi na zadane wcześniej pytania, muszę zastanowić się, od czego zacząć - temat jest bowiem wielowątkowy.

Zacznę może od nowej definicji FMC. Jest to bowiem istotne dla zrozumienia, dlaczego konwergencja stacjonarno-mobilna (właściwie definiowana) staje się motorem napędowym zmian technologicznych w przedsiębiorstwach.

Potem rozwinę tezę, że IMS dla firm okazać się może ciekawą ofertą w portfolio nowoczesnego operatora telekomunikacyjnego tylko wtedy. gdy operator ten dobrze zrozumie, że:

  • Po pierwsze: usługi IMS mogą i powinny zapewnić wiele nowych możliwości dla jego klientów biznesowych;
  • Po drugie: usługę IMS dla firm realizować można na wiele sposobów i trzeba wiedzieć, jak najlepiej się za to zabrać;
  • Po trzecie: wdrożenie usług telekomunikacyjnych/IT nowej generacji w przedsiębiorstwie wymaga kompleksowej transformacji technologicznej oraz biznesowej, a operator powinien być przygotowany, by swojemu klientowi biznesowemu wszechstronnie w tym procesie pomóc.
Niestety, mam wrażenie graniczące z pewnością, że wielu operatorów podchodzi do tematu jak do jeża i zadowala się świadczeniem usług dla biznesu "tak jak zwykle". Niekiedy ostrożność ta jest uzasadniona, często jednak operatorzy tracą nowe możliwości oraz szanse na nowe dochody. Jest to niezrozumiałe zwłaszcza wtedy, gdy i tak wdrażane są w ich sieci rozwiązania IMS-owe, a brakuje pomysłu na wykorzystanie ich także dla klientów biznesowych.

Tych pomysłów brakuje też niestety w Polsce...

Następnie zajmę się konkretnymi usługami i niektórymi ciekawymi przypadkami wdrożeń.

Nie jest moim celem szczegółowe odniesienie się do powyższych punktów w tym miejscu, chciałbym zasygnalizować jedynie kilka najważniejszych spraw i przekonać, że warto zaoferować naszym przedsiębiorcom nowe narzędzia prowadzenia biznesu i sposoby na oszczędne gospodarowanie budżetem IT.

Wbrew pozorom, czas kryzysu jest często najlepszym okresem na zmiany biznesowe i infrastrukturalne w firmach, warto to chyba wykorzystać.

Zgadzacie się ze mną?

środa, 1 kwietnia 2009

Nowocześniej i taniej - wszędzie, tylko nie u nas?

Pisząc poprzednio o zagrożeniu dla tradycyjnych operatorów telekomunikacyjnych, jakie wnosi oferowana już w USA usługa Google Voice (GOOGLE - Twój nowy operator telekomunikacyjny?) nie wspomniałem jednocześnie, że tego typu innowacje, to także SZANSA na to, aby:
  • Operatorzy zmienili swój model biznesowy i zaczęli inwestować w najnowsze rozwiązania oraz oferować nowe, ciekawe usługi w atrakcyjnej cenie (niektóre nawet bezpłatnie);
  • Dostawcy zmienili swój model biznesowy i zaczęli sprzedawać operatorom najnowsze rozwiązania i aplikacje , dzięki którym Ci będą w stanie konkurować atrakcyjnymi usługami i ceną z takim na przykład Google Voice-em;
  • Abonenci, czyli my wszyscy, abyśmy na tym wszystkim skorzystali.
Co do operatorów, różnie to bywa na świecie, ale odnoszę wrażenie, że coraz bardziej czują presję nowych graczy (określanych skrótowo jako OTT - Over-The-Top players).
Niektórzy z nich (na przykład Verizon w USA) podjęli próbę ucieczki do przodu, przymierzając się do wdrażania szerokopasmowej technologii komórkowej czwartej generacji, LTE, inni wdrażają rozwiązania konwergentne IMS dla telefonii stacjonarnej i mobilnej w oparciu o inicjatywę RCS (pisałem też o tym TUTAJ).
Szybko reaguje Telefonica w Hiszpanii, która już bada możliwości i przymierza się do zaproponowania swoim klientom usług podobnych do Google Voice (na razie nie mogę napisac nic więcej).

Jesli chodzi o dostawców, Ci również dostrzegli potencjał w tworzeniu i oferowaniu rozwiązań aplikacyjnych i przestawiają się na ten tor już od jakiegoś czasu. W ramach nowej strategii biznesowej, Alcatel-Lucent stworzył nową, w dużym stopniu niezależną strukturę, Application Software Group, skupiającą się wyłącznie na tworzeniu i oferowaniu klientom nowoczesnych aplikacji i usług. Ostatnio na przykład firma Nortel powstaje niczym Fenix z popiołów z nową strategią, zorientowaną na.... no właśnie, na tworzenie i sprzedawanie rozwiązań aplikacyjnych (wycofując sie jednocześnie z rozwiązań szkieletowych, zwłaszcza tzw. IMS Core). O innych nie ma potrzeby wspominać - trend jest oczywisty.

Abonenci (indywidualni i biznesowi) mogą na tym tylko skorzystać. Na razie atakują giganci spoza telekomunikacji (OTT). Google Voice firmy Google wspominałem wielokrotnie. Ale to nie wszystko. Firma Skype ogłosiła 23 marca, że wchodzi na rynek z ofertą (na razie w wersji beta) skierowaną dla firm wykorzystujących centrale PBX działające wz protokołem SIP - Skype for SIP-PBX.

Tak na marginesie: Za chwilę może się zrobić jeszcze ciekawiej, chodzą bowiem pogłoski o tym, że eBay, który w 2005 roku kupił za 2,5 miliarda dolarów (!!) Skype-a, nosi się z zamiarem jego sprzedaży (a z nim sprzedaży jego ponad 400 milionowej bazy abonentów), wśród potencjalnych nabywców wymienia się Microsoft i ... GOOGLE!

A propos Microsoft-u, koncern ten ogłosił, że swoją "chmurą", czyli zestawem aplikacji do wykorzystania i współdzielenia on-line w sieci (pisałem o tym trochę TUTAJ) zamierza objąć, oprócz USA, 18 nowych krajów... Nie ma wśród nich Polski!


No właśnie, a co to wszystko oznacza DLA NAS?

Cóż, póki co, niewiele. "Na wschodzie bez zmian" chciałoby się dodać sarkastycznie. E-dyskryminacja (kliknij i zobacz akcje Gazety Wyborczej) dotyka nas szerokim frontem i nie chodzi tylko o problemy z dostępem do iTunes (Apple) czy do księgarni Amazon.
Google na ten przykład ma politykę darmowych połączeń krajowych w ramach Google Voice i tanich międzynarodowych (taniej od Skype) i to nie tylko między użytkownikami PC z Google-Talk, ale w połączeniach do sieci stacjonarnych i na komórkowe. Przy naszych opłatach za termionowanie połączeń, obawiam się, że jeszcze długo nie doczekamy się tej usługi w Polsce.

Jeszcze długo nasi operatorzy będą mogli spać spokojnie, a nasze rachunki za telefon należeć będą do najdroższych w Europie (a dostęp szerokopasmowy do najwolniejszych)...

Widzicie szansę, by to się szybko zmieniło?

poniedziałek, 23 marca 2009

GOOGLE - Twój nowy operator telekomunikacyjny?

Nie muszę nikogo przekonywać, że Google to coś więcej, niż wyszukiwarka.

Poczta gmail, kalendarz sieciowy, grupy dyskusyjne, blogi, wiadomości, mapy, darmowe witryny internetowe (Google Sites) itp. A wszystko globalnie (kilkadziesiąt języków), nowocześnie (Web 2.) i na masową skalę.

Okazuje się, że wejście na rynek z telefonem Google - G1 to tylko początek drogi, jaką wytyczyła sobie firma Google, by stać się w pełni tego słowa znaczeniu operatorem telekomunikacyjnym nowej generacji.

Otwarcie sieci telekomunikacyjnych i tzw. "tradycyjnych" operatorów na telefony i aplikacje pozostające pod kontrolą stron trzecich (iPhone Apple-a, G-Phone Googla, system operacyjny Android) - pisałem o tym TUTAJ w kontekście słynnej w USA i nie tylko aukcji częstotliwości 700 MHz - dało nowe możliwości ekspansji na rynek telekomunikacyjny różnym graczom internetowym (określani sa oni często mianem "over-the-top players"), zwłaszcza tym największym. Idealna okazja dla Google.

Kolejne etapy ekspansji to dodatki (plug-ins) do popularnej poczty elektronicznej gmail, dzięki którym w ramach jednego, zintegrowanego interfejsu możesz uruchomić komunikację czat (instant messaging), czy konferencję wideo.

Niedawno Google uruchomiło usługę głosową - Google Voice - dającą bardzo interesujące możliwości, takie jak:

  • Monitoring (screening) i blokada (barring) połączeń
  • Wysyłanie i odbieranie SMS-ów
  • Możliwość przypisania wielu telefonów z funkcją jednoczesnego dzwonienia
  • Rejestrowanie (nagrywanie) rozmów
  • Telekonferencje
  • Zapisywanie, przechowywanie i przeszukiwanie bazy SMS-ów

Obsługa poczty głosowej, a w tym:
  • Podsłuchiwanie nagrywanej poczty głosowej (listen-in)
  • Informacje o nowej poczcie poprzez e-mail lub SMS
  • Odbiór poczty głosowej poprzez SMS lub e-mail
Niestety, usługi te nie są na razie jeszcze dostępne w Polsce, ale jak sądzę to tylko kwestia (nieodległego) czasu. Wszystko to razem stanowić może poważne zagrożenie dla tradycyjnych operatorów Silnym atutem tego typu rozwiązań jest ich ścisła integracja, wykorzystanie jednego, spójnego interfejsu użytkownika, prostota w działaniu i używaniu (łatwy interfejs użytkownika).

Inny mocny argument, to cena. Google Voice jest usługą bezpłatną, dostarczaną wraz z bezpłatnymi połączeniami krajowymi (w ramach USA, bo tylko tam obecnie ta usługa działa) oraz ze stawkami międzynarodowymi mniejszymi od SKYPE-a.

Po raz pierwszy chyba wprowadzono bezpłatną usługę "voicemail-to-text"dzięki której nagrana poczta głosowa konwertowana być może na postać SMS lub poczty elektronicznej. Częścią pakietu są bogate możliwości zarządzania usługą, w tym indywidualna obsługa połączeń, nagrywanie własnych pozdrowień, ustawienia dostepności itp.

Na razie tylko jeden poważny minus: dostępność wyłącznie w USA.

Moim zdaniem wygląda to wszystko bardzo interesująco. Co na to wszystko tradycyjni operatorzy?

wtorek, 17 marca 2009

Czy RCS napędzi IMS i uchroni telekomunikację przed recesją?

W nawiązaniu do poprzedniego wpisu chcę dodać, że chociaż w Barcelonie temat sieci nowej generacji opartej o opracowany przez 3GPP.org standard IMS nie był na topie, to jednak okazać się może, że nowe technologie takie jak LTE w dostępie, a zwłaszcza konwergencja świata mobilnego ze stacjonarnym w oparciu o inicjatywę RCS, mogą dać pozytywną odpowiedź na zadane kiedyś przeze mnie pytanie: IMS - zawiedzione nadzieje, czy wszystko jeszcze przed nami?

Oto według opublikowanego niedawno raportu Infonetics Research, rynek IMS czeka dalszy silny wzrost w latach 2009 - 2011, i to mimo trwającego globalnego kryzysu.

Obecnie około 100 operatorów na całym świecie wybrało dostawców rozwiązań dla sieci IMS, lecz mniej, niż połowa z nich jest w pełni uruchomiona i obsługuje komercyjnych abonentów. Większość istniejących wdrożeń nie imponuje skalą i skupia się zwłaszczana jednej podstawowej usłudze, jaką jest VoIP.

Ale to może się wkrótce zmienić.

RCS stać się może katalizatorem tych zmian i przyczynić się do zmiany orientacji IMS-u z rozwiązań dla telefonii stacjonarnej w kierunku rozwiązań dla telefonii konwergentnej i mobilnej. Daje to IMS-owi szansę na "drugi oddech", a dla operatorów oraz ich dostawców, jest szansą na stabilne dochody, tak potrzebne w czasach spowolnienia gospodarczego.

Infonetics przewiduje, że rynke rozwiązań IMS-owych może wzrosnąć do 2013 roku do 2,3 miliarda dolarów!

Pożyjemy, zobaczymy. Niewątpliwie są to jednak dla branży optymistyczne zapowiedzi i okazja do przetrwania recesji w relatywnie dobrej kondycji.

środa, 4 marca 2009

Barcelona MWC 2009 - nowe trendy w telekomunikacji

Zakończony 19 lutego Mobile World Congress w Barcelonie był okazją do zaprezentowania nowinek technicznych w telekomunikacji mobilnej.

Nie chodzi tylko o nowe mobilne aparaty telefoniczne (sorry: terminale multimedialne) oraz inne gadżety dla mas, lecz dało się także zaobserwować nowe trendy w "poważnej" telekomunikacji.

Chciałbym zwrócić uwagę dwa ciekawe wątki, identyfikowane przez modne już wśród fachowców skróty LTE i RCS.

O LTE (Long-Term Evolution), czyli telefonii mobilnej nowej generacji wspominałem już dawno temu, jeszcze przed uruchomieniem Bloggera wspominałem też później. Warto może zauważyć, że koncepcja LTE doczekała się praktycznych działań - Verizon Wireless ogłosił w Barcelonie plany komercyjnego wdrożenia technologii LTE w USA oraz w Europie (we współpracy z Vodafonem), w oparciu o rozwiązania dostarczane przez Alcatel-Lucent i Ericssona. To dobra wiadomość nie tylko dla mojej firmy, ale też generalnie dla branży i nas wszystkich, abonentów: jest nadzieja, że LTE załatwi wiele nierozwiązanych do tej pory problemów, zwłaszcza z mobilnym internetem.

Nie miałem natomiast jak do tej pory okazji, by pisać o RCS.

Rich Communication Suite Initiative (RCS)
to wspólna inicjatywa wiodących operatorów telekomunikacyjnych oraqz dostawców terminali abonenckich i infrastruktury sieciowej, zmierzająca do przyspieszenia wdrożeń aplikacji IMS-owych (o IMS pisałem też TUTAJ) w środowisku mobilnym.

W uproszczeniu, RCS ma zapewnić aplikacje IMS dla operatorów telefonii komórkowej. Jest to program współpracy między operatorami, a dostawcami, a nie kolejne forum do tworzenia nowych regulacji prawnych czy standardów technicznych.

Trudności, którym RCS ma zaradzić wynikają m.in. z:

  • Braku odpowiednich terminali abonenckich;
  • Braku zintegrowanego oprogramowania dla nich, które byłoby sprawdzone i przetestowane między różnymi operatorami i sieciami komórkowycmi;
  • Niedopasowania standardów między dostawcami urządzeń abonenckich, a infrastrukturą sieciową również pochodzącą od różnych dostawców;
Inicjatywa powstała 16 maja 2007 roku, choć pierwsze spotkanie grupy założycielskiej (operatorów i dostawców) odbyło się w Paryżu dopiero w kwietniu 2008 roku. Zdecydowano tam o włączeniu inicjatywy RCS do prac GSMA (GSM Association), najpoważniejszej organizacji w świecie mobilnym, zrzeszającej 200 firm i ponad 750 operatorów w 219 krajach.

Zakres pierwszego etapu RCS (Release 1) obejmuje aplikacje związane z sieciową książką telefoniczną (Enhanced Address Book), wzbogaconą o informacje o dostępności abonenta w sieci (Presence) i umożliwiającą jej integrację z aplikacjami VoIP dla głosu i treści/danych (tzw. Rich VoIP) oraz z multimedialną pocztą głosową (tzw. Rich Messaging).

W praktyce oznacza to, że na dowolnym mobilnym terminalu (telefonie) abonenckim zgodnym z RCS, możliwe będzie między innymi:

  • Zainstalowanie sieciowej książki telefonicznej;
  • Współdzielenie jej z innymi terminalami i książkami adresowymi;
  • Elastyczne wyszukiwanie kontaktów przy pomocy intuicyjnego, graficznego interfejsu użytkownika;
  • Wykonywanie połączeń głosowych, SMS, MMS, tak jak dotychczas;
  • Współdzielenie plików i/lub obrazów;
  • Zestawianie sesji wideo;
  • Korzystanie z funkcji komunikatora (Instant Messaging) "jeden na jeden" lub "jeden do wielu" między różnymi typami terminala (np. między PC a telefonem komórkowym);
Wszystkiemu temu towarzyszy stale aktualizowana informacja o dostępności abonenta, możliwym lub oczekiwanym przez niego sposobie komunikacji ("napisz SMS lub MMS, ale nie dzwoń i nie wysyłaj wideo, jestem zajęty"), możliwościach technicznych, jakimi dysponuje ("obsługuję transfer plików i obrazów, nie obsługuję sesji wideo") itp.

Obecnie operatorzy i dostawcy skupiają się na wzajemnych testach zgodności. Każdy z uczestniczących w programie operatorów prowadzi własne testy prototypów urządzeń abonenckich oraz współpracuje na mocy dwustronnych umów z innymi operatorami w ramach danego kraju. Częścią programu RCS są również stosowne globalne umowy międzyoperatorskie.

Ponadto, organizowane są tzw. TestFest, czyli testy funkcjonalne wielostronne, w których uczestniczą operatorzy, distawcy sieciowi oraz dostawcy telefonów abonenckich. Ostatni z nich odbył się w styczniu, a uczestniczyło w nim liczne grono producentów aparatów mobilnych (m.in. Nokia, Samsung, SonyEricsson), dostawców sieciowych (w tym Alcatel-Lucent, NokiaSiemens) oraz operatorów z USA i Europy.

Do tematu RCS (jak też LTE) będę zapewne jeszcze nie raz wracać.